Sao Paulo. Dzień I

OK. Już jestem- jest niesamowicie. Widać od razu kilka różnic- wszyscy są bardziej otwarci. Są mili dla mnie bo jestem obca, to pewne. Ale także- bardziej wylewni. Osoby, które nie mają prawa dobrze się znać rozmawiają ze sobą, jak najlepsi przyjaciele.
W domu trwają przygotowania do wyjazdu najstarszego syna- Caio, do Wrocławia.
Jest 16:30. Wszyscy śpią. (?)
Na obiad była potrawa przypominająca polskie zrazy. Oni do tego jedli ryż wymieszany z sałatą. Znowu miałam wrażenie, jakbym niedostatecznie się zachwyciła. Tutaj moje szeroki 'Wow!' nie wystarczy.
Później host-brat i jego kolega uczyli mnie grać w piłkę nożną (tutaj- soccer). Byłam w tym beznadziejna. W pewnym momencie próbując z rozmachem kopnąć piłkę kolanem, odbiłam ją tak, że trafiła mnie w..... czoło!
Mam nadzieję, że w czymś będę tu dobra ;)
Wymieniliśmy się z Caio znaczkami, odwiedziła mnie host-siostra, która przyjeżdża do Polski.
Ogólnie był to dość klasyczny I dzień. A mimo to był niezwykły!

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Brigadeiro

Boze Narodzenie

Surfing.